Frieske & Spark 翻译服务 Frieske & Spark Translation Services
Frieske & Spark
Translation + Consulting Services
187300987

Blog

Tłumacz w Chinach 

Pan Orchidea

Imię i nazwisko: 王亮 (Wang Liang)

Wiek: 30 lat

Zawód: hodowca storczyków

Wang Liang, czy można powiedzieć, że jesteś specjalistą od orchidei?

Nie jestem specjalistą z tej dziedziny, można natomiast powiedzieć, że jestem całkiem niezłym kolekcjonerem i hodowcą.

Skąd takie zainteresowanie?

Wydaje mi się, że to wrodzone. Od zawsze lubiłem rośliny i zwierzęta, poza tym kwiaty orchidei są wyjątkowo piękne i długo kwitną. Spójrz na ten kwiat, kiedy przyszłaś tu po raz pierwszy, już kwitł i kwitnie aż do teraz. Inne kwiaty kwitną zazwyczaj trzy do pięciu dni. Orchidea, którą widzisz, ma delikatny zapach. Jest bardzo dużo pachnących orchidei. Niektóre w chwili kwitnienia mają zapach wanilii. W innych przypadkach zapach trudno jest z czymś przyrównać. W każdym razie jest bardzo piękny, nigdy nie wąchałem niczego podobnego. Poza tym orchidee nie uczulają. Przez to, że nie produkują pyłku kwiatowego, nie wywołują nadwrażliwości.

 Wang Liang

Wang Liang

 

Pamiętasz kiedy konkretnie zacząłeś interesować się orchideami?

Orchidee zacząłem hodować w wieku 15 lat, wcześniej hodowałem zwyczajne rośliny.

A kiedy rozpocząłeś badania?

Miałem ok. 25 lat. Ale dopiero gdy zdobyłem gruntowną wiedzę na ten temat, zacząłem się tym zajmować zawodowo. Na przykład ta orchidea, która właśnie kwitnie, to krzyżówka wyhodowana przeze mnie. Wiesz ile czasu potrzebowałem na jej wyhodowanie? Około 5 lat. Od okresu kwitnienia do wyprodukowania dojrzałych owoców potrzeba około roku. Od dojrzenia owoców do wysiewu, od wysiewu do powstania sadzonki potrzeba dwóch lat. W sumie od powstania nasienia do kwitnienia mija od 3 do 4 lat.

Rodzice mieli jakiś wpływ na Twoje hobby?

Nie. Oboje nie przepadają za roślinami.

Skoro tak, to w jaki sposób je postrzegali?

Zacznijmy od tego, że to nie jest złe hobby. Nie spędzałem całego dnia w salonie gier czy na podobnych rozrywkach.

Ale przyznasz, że jest to szczególne zainteresowanie. Twoi rówieśnicy raczej się tym nie zajmowali…

Tak, to prawda. Rodzice mnie wspierali, także finansowo. Moje hobby sporo ich kosztowało. Oczywiście teraz wydaję na to nieporównywalnie więcej. Ale wtedy nie osiągnęło jeszcze tego stopnia degeneracji co teraz.

 

Jaką przyszłość widzisz dla swoich zainteresowań?

W przyszłym roku albo za dwa lata chcę je przekształcić w działalność komercyjną. Rozpocząć sprzedaż orchidei w Yunnanie. Niektóre moje sadzonki są bardzo cenne.  Tak więc kolejny etap to pomnożenie sadzonek, a później – sprzedaż w Chinach.

Myślisz, że łatwo znajdziesz klientów?

Chińczycy uwielbiają wydawać. A orchidee to najdroższe rośliny na chińskim rynku. Nie sprzedaje się ich dużo, ale ceny są bardzo wysokie.

Mówiłeś kiedyś, że chińskie upodobanie do kwiatów, w tym orchidei, to coś czego ludzie z zachodniego kręgu kulturowego nie są w stanie pojąć. Dlaczego?

W kulturze chińskiej orchidea jest jednym z czterech kwiatowych gentlemanów. W kulturze chińskiej niektóre kwiaty odzwierciedlają konkretne cechy ludzkie, np. orchidea jest odbiciem prawości. Orchidee kwitną zimą, rozkwitają dostojnie – ich płatki są rozprostowane. Nie tak jak w przypadku niektórych kwiatów, których płatki są zwrócone do siebie, jak gdyby zadziornie. Można powiedzieć, że kwitnienie orchidei reprezentuje wysoki poziom. Orchidea jest jak człowiek szlachetny, rozkwita zimą, w bardzo trudnym okresie, a pomimo tego pozostaje wyprostowana i dystyngowana. Trudne warunki nie zmieniają jej. Moją uwagę szczególnie zwraca jej wyjątkowy charakter. Nawet trudności nie stanowią argumentu do zmiany jej pierwotnego charakteru, sposobu w jaki zwykła robić pewne rzeczy.

Twoja wiedza o orchideach wykracza poza biologię…

To tylko ogólna wiedza, którą posiada każdy Chińczyk. Jednak z całą pewnością chińska kultura wywarła wpływ na orchidee, kulturę orchidei. Nie ma ona natomiast wiele wspólnego z moim biznesem. Ja nieustannie zajmuję się rozwojem i badaniem nowych sadzonek. Za każdym razem tworzę wszelkiego rodzaju hybrydy. Niektóre mi nie wychodzą, niektóre są w stanie się rozwijać, nie mniej jednak wszystko służy temu, by stworzyć nowe rośliny, takie, których nikt jeszcze nie widział.

Wielu jest podobnych do ciebie hodowców?

Na pewno nie wielu, ale jednak są. Robią to na dużą skalę. Wydaje mi się, że jestem lepszy niż reszta. Jestem na pewno inteligentniejszy. Co do tych hodowców – sprzedają orchidee ale ich nie lubią. Produkują orchidee nie dlatego, że chcą stworzyć dobry produkt, tylko żeby zarobić pieniądze. Jeśli porównać ilość pieniędzy, które zarabiają ze sprzedaży orchidei, okaże się, że tylko niewielką ilość przeznaczają na produkcję. Inaczej mówiąc tylko odsetek kapitału przeznaczają na inwestycje w badania. A mają bardzo dużo pieniędzy.

Taka działalność może szkodzić orchideom?

Oni szkodzą tylko w niewielkim stopniu, najbardziej szkodliwe jest komercyjne zbieranie. Można je podzielić na dwa rodzaje: pierwszy to przetrzebianie roślin. Powiedzmy, że gdzieś wyrasta bardzo ciekawy gatunek orchidei. W wyniku procederu masowego zbierania wszystkie jego okazy zostają zebrane, w ten sposób może minąć kilkaset lat zanim się odrodzi, a może nawet zniknie na zawsze. Drugi rodzaj to zbiór roślin na potrzeby medycyny chińskiej, do wyrobu lekarstw ziołowych. Zbierane są przede wszystkim orchidee z rodzaju dendrobium. Są tradycyjnym środkiem leczniczym w medycynie chińskiej. Obecnie jest kilka rodzajów wprowadzonych do hodowli. To bardzo dobra wiadomość. Zbieranie dziko rosnących okazów jest jednak stosunkowo tanie, natomiast proces hodowli bardzo, bardzo długi. Takich hodowców jest więc niewielu. Zazwyczaj hodują tylko zmodyfikowane odmiany, mutacje.

Czy uważasz się za obrońcę środowiska?

Jestem realistą.

Myślisz, że poglądy obrońców środowiska są odległe od rzeczywistości?

Trochę odległe. Bywają utopistami. Nie rozumieją prostych ludzi, którzy nie mają co włożyć do garnka, więc aby zarobić pieniądze, zbierają orchidee. Jeśli naprawdę chce się chronić jakiś gatunek orchidei, trzeba wyhodować wiele okazów podobnych do niego, a nawet lepszych, piękniejszych. Wtedy zbieranie zagrożonych okazów przestanie być opłacalne. Bo gdy okazów jest coraz mniej, koszty zbierania stają się większe. Ale jeśli wyhoduję okaz lepszy niż oryginał, a przy tym w podobnej albo nawet niższej cenie, to wtedy chronię ten zagrożony okaz. To jest rzeczywista ochrona środowiska.

Kto kupuje najdroższe okazy orchidei?

Najbogatsi. W Chinach istnieje grupa handlarzy orchideami. Kolekcjonują różne okazy a później mogą je sprzedawać Koreańczykom, Japończykom, a nawet do Europy czy Ameryki. U nas w kraju też pojawili się bogacze, którzy kupują takie rzeczy. Takich ludzi jest coraz więcej. Poza tym w tradycji chińskiej za orchidee uważało się storczyki z rodzaju cymbidium, takie z podłużnymi liśćmi. Zazwyczaj rosną na drzewach albo bezpośrednio w glebie. Ale teraz coraz więcej osób zaczyna hodować i interesować się orchideami z rodzaju dendrobium.

Swoją drogą, słyszałam, że sam odkryłeś pewien okaz dendrobium? Dendrobium wangliangii nazwane tak od twojego imienia?

Pewnego razu, kiedy pojechałem w góry, odkryłem mały okaz. Był wyraźnie inny od tych, które znałem ze swojego doświadczenia, więc zabrałem go ze sobą. Poczekałem aż rozkwitnie i zawiozłem na Wydział Botaniki Chińskiej Akademii Nauk. Poprosiłem aby sami ocenili. Po przebadaniu stwierdzili, że to nowy gatunek.

 Dendrobium wangliangii

Dendrobium wangliangii

 

W swoją górską podróż pojechałeś specjalnie w poszukiwaniu orchidei?

Tak. Pierwotnie miałem szukać innych okazów. A zresztą niedawno znalazłem też pewien rodzaj lilii wodnej, specjaliści z Akademii Nauk myślą, że to może być nowy gatunek, nowy rodzaj. Odkryłem go w Tybecie. Ale w Yunnanie, na północy, też znalazłem jeszcze jeden okaz, również lilii wodnej. Kiedyś często robiłem takie wycieczki w poszukiwaniu orchidei, ale później miałem wypadek. Też w trakcie ekspedycji w poszukiwaniu orchidei. Nieopodal miasta Yuxi (玉溪). W niektóre rejony nie da rady dostać się samochodem, można jedynie jechać na motorze. A wypadki motorowe zdarzają się często.

Zazwyczaj jeździsz sam, czy ktoś ci towarzyszy?

Sam. Niektóre z tych miejsc stanowią mój sekret. Nie chcę, żeby ktokolwiek się dowiedział.

Czy współpracujesz z hodowcami lub jednostkami naukowymi z zagranicy?

Tak, wszystko to prywatni hodowcy. Z Brazylii, Niemiec, Australii. Najcenniejsze okazy są w rękach prywatnych hodowców, bardzo niewiele znajduje się w ogrodach botanicznych. Zresztą ogrody botaniczne raczej nie dzielą się okazami z prywatnymi hodowcami. Jeśli już, to nawiązują współpracę z podobnymi sobie placówkami.

A jak ludzie, którzy cię otaczają patrzą na twoje zainteresowania?

Na początku moja mama była trochę zawiedziona. Obecnie nie mam żadnej innej pracy, poza tym chcąc prowadzić biznes taki jak mój na początku inwestuje się spore kwoty, zyski natomiast przychodzą dopiero po pewnym czasie. Też nie czuję się dobrze z tym, że nie mogę jej dać więcej pieniędzy. Poza tym biznes kwiatowy przeżywa ostatnio recesję, zresztą jak cała chińska gospodarka. Kiedy przedstawiam się komuś i mówię, że zajmuję się hodowlą orchidei, z początku często zapada niezręczne milczenie. Wydaje im się, że to nie jest najlepszy biznes, że jestem biedny czy coś takiego. Jeśli chodzi o sprzedawców orchidei, których miałem okazję spotkać byli niezbyt inteligentni, wręcz głupi. W większości przypadków. Nie ma w tym kręgu zbyt wielu wybitnych ludzi. Natomiast nabywcy orchidei reprezentują bardzo wysoki poziom.

A jak postrzegają cię przyjaciele, którzy nie zajmują się orchideami?

Lubią mnie. Bo jestem dobrym człowiekiem. Ty też mnie lubisz, wiem o tym.  :)

Pytam, bo Polsce mam znajomych, którzy mają wyjątkowe hobby, a otaczający ich ludzie uważają to za dziwactwo.

Chińczycy uważają jakąś rzecz za dziwną tylko w jednym jedynym wypadku – gdy nie możesz na niej zarobić. Jeśli nie możesz zarobić na czymś pieniędzy ludzie pomyślą, że jesteś dziwakiem, idiotą albo wariatem. Każdy z tych epitetów się nadaje.

Dlaczego ludzie mieliby uważać, że nie dasz rady zarobić na orchideach?

Nie, nie. Jeśli zacznę je sprzedawać, na pewno zarobię dużo pieniędzy. Posiadam wiele drogocennych okazów, których nie chcę sprzedać. Chodzi o to, że całkowity proces rozwoju sadzonki jest bardzo długi. Ale teraz jest lepiej, wydaję mniej pieniędzy. Mam coraz więcej sadzonek, więc nowe zdobywam dzięki wymianie.

Myślisz, że jakaś cecha charakteru predestynuje cię specjalnie do hodowania orchidei?

Tak. Jest jedna. Raczej nie lubię przebywać z ludźmi. Może co najwyżej z niektórymi. Nie lubię częstych spotkań z wieloma osobami, źle się wtedy czuję. Popadam w histerię. Moi krewni także zazwyczaj nie lubili robić rzeczy razem z innymi, byli przy tym uzdolnieni technicznie. Moja babka, matka i ciotka były pielęgniarkami lub lekarkami. Jeśli chodzi o mężczyzn – mój tata jest inżynierem, grafikiem. Mąż ciotki podobnie, to znaczy był kierownikiem, ale wcześniej też zajmował się przedmiotami ścisłymi. Może właśnie z tego powodu moi krewni mieli problemy z nawiązywaniem kontaktów. Byli zbyt prostolinijni. A może nawet trochę głupi.

Ale nie uważasz, że jeśli masz robić interesy to powinieneś być dobry w kontaktach międzyludzkich?

Tak. Więc teraz mam zamiar stworzyć mój produkt, natomiast „robienie biznesu” zostawię moim przyjaciołom. Sam będę odpowiedzialny tylko za produkcję.

Mówiłeś, że uczysz się hebrajskiego. To też ma jakiś związek z orchideami?

Nie, to moje hobby. Interesuję się religiami. Uczę się hebrajskiego żeby móc czytać biblię w oryginale i dogłębniej poznać jej treść i życie Chrystusa. Jak już nauczę się hebrajskiego chciałbym kiedyś pojechać do Jerozolimy zobaczyć miejsce, w którym żył Jezus.

Dlaczego chrześcijaństwo?

Ponieważ chrześcijaństwo jest bardzo pozytywną religią. Wzywa cię do tego żebyś był dobry, żebyś kochał bliźniego, traktował bliźniego jak rodzonego brata. Poza tym jest tolerancyjne. Wydaje mi się, w religii jest to całkiem ważne.

Ale dlaczego się nim zainteresowałeś?

Mam kilku przyjaciół [chrześcijan]. Bardzo dobrych ludzi. Kiedyś już wspominałem, że miarą sukcesu człowieka jest nie to ile ma pieniędzy, ale jak wielu wyjątkowych ludzi go otacza.

Więc jesteś wierzący?

Nie. Uważam, że jeszcze się nie kwalifikuję. Na razie nie chcę zostać ochrzczony. Dopiero po jakimś czasie będę to wiedział, najpierw na pewno chcę się o tej religii wszystkiego dowiedzieć. Później zdecyduję się, czy przyjmę chrzest. Nie łatwo się w cokolwiek angażuję, ale jak już się czegoś podejmę, to także nie łatwo jest mnie zatrzymać.

(06.12.2012r.)